O miła moja(mała ), czy zdradziłem kiedyś cię Czy zrobiłem ci coś złego, czy ci ze mną było źle O miła moja(mała), czy mój płacz nie wzrusza cię Czy
Mąż zastaje żonę w łóżku.. Z KOLEGĄ!! Odpowiedź żony bezbłędna! Jump to. Sections of this page. Accessibility Help. Press alt + / to open this menu. Facebook.
O miła moja, czy zdradziłem kiedyś Cię Czy zrobiłem Ci coś złego, czy Ci ze mną było źle O miła moja, czy mój płacz nie wzrusza Cię Czy twe serce jest tak twarde, że opuszczasz teraz mnie
Tłumaczenia w kontekście hasła "Nigdy nie zdradziłem żony" z polskiego na angielski od Reverso Context: Nigdy nie zdradziłem żony. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
. Witam. Od dłuższego czasu głębi mnie pewien problem. Moja żona ma siostrę. Utrzymuje z nią bardzo dobre kontakty. Były jej imieniny i była cała rodzina. Jej córka - siostrzenica mojej żony i jej mąż, a także jej malutka córeczka. Na tej imprezie wydarzyło się coś niespodziewanego. Bo, ta siostrzenica mojej żony poszła pomagać w kuchni. I była sama. Pomogłem jej wziąć i już nie pamiętam co z wysoka, z szafki i doszło między nami do pocałunku. Może to nie było jakoś specjalnie i namiętnie, tylko tak szturnąłem ją przypadkowo, ale chciałem ją przeprosić. Jej mąż często wyjeżdża na giełdy na cały weekend i wtedy poszedłem do niej. Zadzwoniłem wcześniej, że chcę się z nią spotkać, a żona nic nie wiedziała. Była w pracy, był piątek. Ja wziąłem wtedy urlop z pracy, bo to było dla mnie bardzo ważne, a tak to nie miałbym kiedy z nią tak prywatnie porozmawiać. Żona normalnie nie pracuje w weekend i chciałem to załatwić już w piątek. Przy kawie powiedziałem jej wszystko, a ona po prostu powiedziała, że to nie była moja wina i, że to ona się do mnie przybliżyła. Byłem bardzo zaskoczony. Gdy już wychodziłem, nie wiem dlaczego, ale wróciłem. Chciałem jej powiedzieć, że jej zachowanie było dziwne, ale zamiast tego zaczęliśmy się całować. Wylądowaliśmy w łóżku i kochaliśmy się razem całą noc. Wcześniej wysłałem jeszcze żonie sms-a, że zostanę w pracy do soboty i było dobrze. Na drugi dzień. Miałem wracać do domu. Płacz dziecka siostrzenicy mojej żony spowodował, że wstaliśmy o 4 rano. Ona postanowiła jednak, że najpierw zrobi mi śniadanie, ale po tym nie mogliśmy się sobie oprzeć i znowu uprawialiśmy sex. Tym razem po cichu. Dziecko zasnęło i jeszcze spało po tym wszystkim, ale to już nie było długo. Obiecaliśmy sobie, że to jest koniec, ale od tej pory często się spotykamy. Od dwóch miesięcy ciągnie się nas romans i trzy weekendy, wliczając ten pierwszy były takie bardzo namiętne. Zdarzyły się dni, gdy spotykaliśmy się na szybko w hotelu podczas przerw w pracy, albo po pracy i to nie tylko do seksu, ale do porozmawiania, a ostatnio jesteśmy razem codziennie. Wziąłem urlop i nikt o tym nic nie wie, z wyjątkiem jej, która wolne ma od dłuższego czasu. "Śpimy" razem przez cały dzień, ale ja już wiem, że tak dłużej być nie może. Bardzo kocham żonę, swoje dziecko. Z drugiej seks z jej siostrzenicą sprawia mi ogromną przyjemność. Znaczy i spotkania, nie tylko seks. Ona jest aniołem. Robi cudne obiady i śniadania. A w łóżku jest Bogiem, ale wiem, że kocham tylko żonę. W skrócie: Zdradziłem żonę z jej siostrzenicą. Mam z nią romans od dwóch tygodni. Sex z nią jest niebiański, ale strasznie kocham żonę. Jak mam się uwolnić od jej siostrzenicy, albo jak mam żyć tak jak teraz. Ogólnie proszę o porady.
Zdradziłem żonę - czy mam się przyznać? Rozpoczęte przez ~Krzysiek, 11 gru 2011 ~wallenrod Napisane 09 sierpnia 2012 - 17:27 Cześc miałem podona sytuacje jak załozyciel watku, na wyjeżdzie inetgracyjnym ostro poiłem i wyladowałem w łózku z zup[ełnie nieznajoma kobietą, niwwiele pamietałem ale stało sie co sie stało, byłem ze swoją kobieta 2 lata w bardzo szczęsliwym związku, do dzis nie wiem co mnie podkusiło, po powrocie miałem okrpone wyrzuty sumienia oan tez wyczuwała że cos jest nie tak , w końcu gdzies po pól roku przyznałem sie . Wtedy rozpoczła sie dramat nie wspomnie o kliku nocach prze nia i mnie nie przespanych tonach łez nawet próbie zrobienia sobie krzywdy, z czsaem jakos sieto uspokoiło, niby wybaczyła mi ale od tamtego momentu wszystko sie zaczeło psuc , z racji mojej pracy często wyjezdałem i spałem w hotelach , wyjeżdzałem na imprezy z klientami. Telefony Non stop co robie czy gdzies cię nie bawie , kiedy przestawałem odbierac 15 z kolei , i wyłaczałem swój .Po powrocie do domu awantury ze napewno znowu to zrobiłem że jej nie kocham i jest dla mnie nikim, wtrzymywałem to przez 5 lat i wciąż zapewniałem że jest dla mnie najwazniejsza i kocham ja ponad życie, ale zaczelismy się coraz bardziej od siebie oddalac mimo prób z mojej strony było coraz gorzej , stała sie oschła i odległa sex przestał byc super , za wszelka cene chciałem naprawic to co zrobiłem więc dbałem o nia jak tylko mogłem i starjąc sie okazywac uczucia przy kazdej okazji wiecie kw, romantyczne kolacje przy świecach ,wyjazdy na wakacje itd, mineły kolejne dwa lata i niestety odpłaciła mi pieknym za nadobne, niechcący dowiedziałem sie iż miała kogos z kim spotyka sie od przeszło roku i kto traktuje ja jak na to zasłuzyła-według jej jeszce chwilę wlaczyć o związek ze wzgledu na dziecko ale nie miałem juz do tego przekonania, zreszta tak naprawdę niedał mi szansy. Rozstalismy się 1,5 roku temu. I niestety myślę że moja szczerosć bardzo się do tego przyczyniła. Obecnie jestem z kims naprawde cudownym na kim mi zalezy i te złe wspomnienia nie bola mnie jak dawniej , ale wiem ze gdyby przydażyłoby mi sie cos takiego jeszcze raz przenigdy nie przyznałbym sie do tego i tobie radze to samo. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~@Jerry ~@Jerry Napisane 10 sierpnia 2012 - 00:10 @Wallenrod - dzięki. To jest konkret, Wniosek: Jeśli kochasz swoją partnerkę - za żadne skaby się nie przyznawaj, że zdarzył ci się skok w bok. Przenigdy. Wszystkiego trzeba się wyprzeć. Szczerość, absolutnie nie popłaca w takich przypadkach. @wallenrod, mam nadzieję, że ułożysz sobie życie z inną kobietą. Trzymam kciuki.... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobieta ~kobieta Napisane 10 sierpnia 2012 - 11:25 Szanowni Panowie, Pragnę zabrać głos jako kobieta i chcę być głosem rozsądku. Stawiam pytanie, a co w odwrotnej sytuacji? Czy naprawdę chcielibyście być z kobietą, która miałaby też taką zasadę - Można zdradzić, ale nigdy się do tego nie przyznać! Jak czulibyście się z tym? Rozumiałabym może takie wypowiedzi na forum dla 20-latków, ale po 40-stce? To po co w ogóle wchodzić w związek? Czy nie taniej byłoby brać sobie panienkę z agencji i to za każdym razem inna? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~DUCH ~DUCH Napisane 10 sierpnia 2012 - 14:07 Kolerzanko to jest właśnie kobiecy punkt widzenia - ja osobiście swojej żonie powiedziałem i tego się trzymam - masz ochotę na innego to sobie ulżyj ale tak żebym się o tym nie dowiedział. Kocham ją bardzo i nie chcę jej stracić przez jakąś chorą zazdrość. Po pierwsze to tylko seks , po drugie człowiek nie jest o seks zazdrosny tylko o doznania w czasie jego trwania. Wolałabyś wiedzieć że Zostałaś zdradzona ale co - co to Ci da? Będziesz widzieć zdradę poprzez męża uśmiech do koleżanki itp. Ciebie i twój związek zniszczy twoja bujna wyobraźnia. Kocham żone i dlatego nie chcę wiedzieć nic oprócz tego że ona mnie też kocha. Ty natomiast już się tego spodziewasz i boisz się tego że to nastąpi - taki jest twój cel w życiu. Ja skupiam się na wspólnej przyszłości a nie na tym że może już kogoś ma !!! Pozdrowionka Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobieta ~kobieta Napisane 10 sierpnia 2012 - 17:01 Miły Kolego (a propos słowo kolezanka pisze się przez ż) zdradzę Ci kobiety punkt widzenia. My nie chodzimy do łóżka dla uleżenia sobie. Jesli Twoja żona pójdzie do łóżka z innym to wiedz, że oznacza to, iż Twoje małżeństwo wisi na włosku. Po kruchym stąpasz lodzie! Ale to Twój wybór! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Johny Mnemonic ~Johny Mnemonic Napisane 10 sierpnia 2012 - 22:35 @kobieta - osobiście znam kobiety, które mają drive na sex i pójdą "w tango z innym atrakcyjnym facetem będąc jednocześnie w szczęśliwym (?) związku.. Natomiast muszę przynać, że @Duch jest bardzo liberalny. Wydaje mi się, ze facet ma bardzo silne poczucie własności i nie dopuszcza myśli, a tym bardziej nie oznajmia, że by to tolerował, że jego kobieta może zaspakająć swoje potrzeby seksulane poza związkiem. Ale cóż.... zdrada powszednieje.... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Cisza ~Cisza Napisane 02 października 2012 - 09:05 Do autora tematu: ja przyznałem się do pocałunku z inna kobietą, bo również mnie to męczyło, jestem 5 lat po rozwodzie, a 5 lat przed rozwodem to był horror. "...nieś sam swój krzyż, nie zrzucaj go na bliskich". Obecnej żonie, również jak Duch powiedziałem, że jeżeli mnie zdradzi ale dalej będzie chciała być ze mną, to ma zrobić wszystko abym się nigdy nie dowiedział. Zazdrość jest tym co niszczy nawet najlepsze i liberalne związki. Do Kobiety: Po rozwodzie spotykałem się z różnymi kobietami, dopóki nie spotkałem tej odpowiedniej i uwierz mi, że o wiele łatwiej było poderwać mężatkę niż singielkę. Przy czym mężatki były zainteresowane tylko seksem a nie romansem, a nie daj Boże budowaniem nowego związku. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Anika ~Anika Napisane 02 października 2012 - 12:02 wiesz lepiej rozpatrz to pod innym kątem: powiedzenie ukochanej osobie, która również nas kocha: zdradziłem Cię, przepraszam - to czysty egoizm. Masz wyrzuty? Trudno, noś swój ciężar. Chcesz zrzucić go z siebie, ale uwierz że to co zyskasz to tylko utrata zaufania i ból, oraz zawiedzenie swojej żony. O wiele lepiej będzie jeśli postrasz się już więcej tego nie robić!! ___ seks porady i tematy bez tabu - Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Hektor ~Hektor Napisane 02 października 2012 - 12:20 uważam, że @Cisz i @Anika mają całkowitą rację - skoczyłeś w bok i żałujesz - siedź cicho... Drugiej osoby nie krzywdź wyznaniem swoich grzechów... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Walkiriia ~Walkiriia Napisane 07 października 2012 - 17:12 nie przyznawaj się,w zyciu...zachowaj to dla siebie i modl sie,zeby nie wyszlo:) Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~kobieta ~kobieta Napisane 08 października 2012 - 12:32 A ja moze bede oryginalniejsza od tych ktozy każą mówić albo siedzieć cicho.. Bo tylko o wylacznie od nas samych czy o tym powiemy. Zadne zlote rady tu nie pomogą tylko kalkulacja faktow. Ja oobiscie czesto mam tak zwłaszcza podczas kryzysów pytam partnera czy mnie zdradzil itp. On nie przyznaje sie bo albo faktycznie jest wierny albo Tylko z drugiej strony co by mi wiedza? Nie wiem czy bym potrafila wybacyc ale razej nie.. Nie wiem czy bym odeszla bo nigdy nie bylam w takiej sytuacji.. Ale jedno jest pewne jezeli zostalibysmy razem zycie bylo by jednym wielkim horrorem ja bym mu non stop wypominala i caly swiat i suma sumarum i tak by sie nasz zwiazek rozpadl. Ja sama przespalam sie z naszym wspolnym kolegą znam go od podstawowki i co zdradzilam go zaczal mnie pociagac fizycznie.. I nie przyznam sie nigdy w zyciu bo boje sie ze moze zareagowac tak jak ja bym Chiciaz jest mi z tym ciezko to jest moja wina i ja sie musze z tym męczyć chociazby zeby nie zrobic krzywdy psychicznej naszemu synkowi. Milosc nie zawsze jest latwa ale jk sie kocha to to trzeba sie liczyc nietylko ze sobĄ ale i z partnerem i innymi bliskimi. A dla was drogie panie swietojebliwe jestesmy takie same jak mezczyzni! Tylko nie wszystkie zdaja sobie z tego sprawe! Moj ukochany byl moim pierwszym mężczyzna teraz juz nie jedynym ale lincz jaki mi teraz od Was dostane i tak nie wiele mnie obchodzi.. Powodzenia Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Koczilla ~Koczilla Napisane 25 października 2012 - 16:07 Hehe, kobieta przyznała się do trzymanej w sekrecie zdrady i nagle wszystkie "racjonalne" głosy ucichły. :-P Ot paradoks. Od siebie radzę trzymać język za zębami. Tego rodzaju szczerość żonie pomaga nie tyle w małżeństwie, ile podczas rozwodu. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~malgosia ~malgosia Napisane 06 listopada 2012 - 15:14 Basiu masz racje ze mowiac prawde zrani swoja zone. Moj maz powiedzial mi o tym co tamtym czasie zawalil mi sie caly swiat ale gdy opadly emocje wrocilismy dotego tematu. Naprawde szczere wyznanie chyba umacnia zwiazek. Jesli potrafil powiedziec o czyms takim czyli nie jest bez serca.. Kocham swojego meza i mysle ze jesli lubzie sa ze soba naprawde to potrafia zniesc wiele. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Krzyś ~Krzyś Napisane 08 listopada 2012 - 02:11 Witajcie rozmówcy :) Chciałoby się rzecz,że każdy jest kowalem swojego losu,gdyby zdrady na tym świecie wyeliminowałyby głód i ubóstwo ,zapobiegły wojnom,to ja mogę każdego dnia z inną :) się kochać ,ale niestety,świat idealny jest niestety w grobie...A wracając do tematu ,jeśli Pan/Pani w swoim życiu spotka Pana/Panią ,z któr(ym)ą totalnie się zapomni,to uważam szczerze,że skoro się nawarzyło piwa ,to trzeba je samemu wypić,no trudno,ale lepiej ten grzech nosić samemu na plecach do końca życia,niż pić to piwo z partnerem/ kochać innego człowieka jak siebie samego toż to dekalog prawie...a praktycznie ,czego oczy nie widzą ,uszy nie słyszą ,tego nie ma...Więc drodzy panowie i Panie w razie czego mordka w kubeł i nigdy ,przenigdy żadnych spowiedzi,ja się coś zdarzy :) I wilk cały i owca syta wtedy ;) Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~_zołza_ ~_zołza_ Napisane 11 listopada 2012 - 01:31 ..choćby ognie piekielne paliły :)..Żadnego przyznawania się do skoku w bok, chyba że macie akurat w planach układać Sobie życie na nowo :)...pozdrawiam Wszystkich Straceńców..;) Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~sześciopak ~sześciopak Napisane 15 listopada 2012 - 06:05 grzech?! A ja wam powiem że w życiu to najbardziej żałuję się tego czego się nie zrobiło! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~artur ~artur Napisane 17 listopada 2012 - 20:22 cóż.. też muszę wypić to gówniane piwo.. wcale nie smakuje.. albo inaczej smakuje gorzko i cierpko.. zdradziłem żonę, córkę.. obie mnie nienawidzą.. straciłem dzisiaj wszystko co było da mnie podporą i motywacją do życia.. chyba czas to zakończyć.. gówniane życie.. jakim kretynem i idiotą jestem.. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Roma ~Roma Napisane 17 listopada 2012 - 22:11 ~sześciopak napisał:grzech?! A ja wam powiem że w życiu to najbardziej żałuję się tego czego się nie zrobiło! Tym razem to ja Tobie stawiam drinka ...... bingo! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~radzak ~radzak Napisane 18 listopada 2012 - 06:59 ~artur napisał:(...) zdradziłem żonę, córkę.. obie mnie nienawidzą.. straciłem dzisiaj wszystko co było da mnie podporą i motywacją do życia.. chyba czas to zakończyć.. gówniane życie.. jakim kretynem i idiotą jestem.. Tak... bzyknąłeś na boku i czas na samobója... no fakt idiota z ciebie... - po pierwsze sprawdź czy twoja córka jest twoją córką... w Polsce ok 20 mężczyzn wychowuje nie swoje dzieci... - po drugie.... bądź pewien, że mało jest par wzajemnie wiernych... - po trzecie... jakbyśmy mieli być monogamiczni to musiałbyś długo szukać tej dziewczyny do której będziesz fizycznie pasował... a ponieważ "każdy z każdą" pasuje jak ulał to widać natura wierzy w multigamię... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Nata ~Nata Napisane 25 listopada 2012 - 19:27 Prawda nie jest konieczna w tej chcę Cię usprawiedliwiać ale był alkohol,atmosfera chwili i niestety zaszło za żony nadal bądź dobrym mężem,nie obciążaj jej tym co się Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie » odpowiedz » do góry
Witajcie, szukałem podobnego przypadku zdrady na tym forum ale nie mogłem znaleĽć więc postanowiłem opisać swoj± historię po to by kto¶ obiektywnie ocenił moj± beznadziejn± sytuację. Sama zdrada nie ma już znaczenia a raczej jej następstwa... Kto¶ może mnie ocenić za nie zdrowego na umy¶le, b±dĽ za ostatniego bydlaka natomiast na co dzień życie każe mnie srogo więc nie obawiam się krytyki. Zdradziłem żonę kiedy oczekiwali¶my na przyj¶cie na ¶wiat naszego dziecka. Do zdrady nie doszło w wyniku jednorazowego przypadku tylko przez pewien okres trwał romans którego wynikiem była docelowa zdrada co powielali¶my z wiele razy. Dodam że kochanka ma męża i dziecko z nim. Bardzo się do siebie zbliżyli¶my , to już nie były tylko spotkanie w wiadomym celu, to wspólne plany i pragnienia. Owocem tych spotkań nie trudno się domy¶leć jest dziecko. Problem jest taki że w pewnym momencie ciężko było mi się zdecydować któr± z tych kobiet kocham naprawdę tak by móc budować wspólne życie. Jednak jeszcze s± dzieci, moje dziecko z żon± oraz dziecko z kochana. O sytuacji dowiaduję się m±ż mojej kochanki, zapadaj± decyzję że każdy idzie w soj± stronę. Moja żona nic nie wie. Jednak mimo decyzji spotykam się z ni± i z dzieckiem, próbuj±c tym samym utrzymać jakie¶ relacje przyjacielskie. W tym samym czasie staram się poprawić relację z żon± która jak to żona wymaga od męża typowych w małżeństwie czynno¶ci, no i wiadomo wynikiem tego jest dziecko. Informuję moj± kochankę że żona jest w ci±ży - zrywa ze mn± kontakt. Ja w tym czasie u¶wiadamiam sobie że brakuje mi jej bardzo, brakuje kontaktu też z dzieckiem ale bez skuteczne moje starania - nie chce mnie znać. Przez ten krótki okres próbuj± z mężem budować na nowo swoje życie czego wynikiem jest ci±ża! Nie wiedz±c jeszcze o tym, męcz±c się ze swoimi wyrzutami sumienia pokręconego życia wyznaje żonie do¶ć okrutn± prawdę, informuję j± że był romans, było zaangażowanie uczuć, jest dziecko. Wybacza mi, ustalamy że postaramy się jako¶ to wszystko ułożyć. Po jakim¶ czasie nawi±zuje ze mn± kontakt, chce by¶my byli przyjaciółmi, potrzebuje wsparcia w trudnych chwilach gdyż jak twierdzi też brakuje jej mnie...ustalamy że będziemy się czasem spotykać, rozmawiać by utrzymać przyjacielskie relacje. Rodzi się moje dziecko to drugie z żon±, moje relacje z żon± s± dobre. D±żymy do wspólnych celów. Jednak sercem jestem gdzie indziej, wspólne cele dla mnie z żon± s± tylko z uwagi na nasze dzieci. W głębi serca chciałbym być gdzie¶ indziej ale nie ze strat± dla dzieci i wynagrodzić swoj± nieobecn± dziecku które mam z kobiet± któr± kocham, dziecko nie jest mi obojętne. Sprawa się komplikuję, wychowawca zwany oficjalnie ojcem mojego dziecka nie zachowuję się jak na ojca przystało, odtr±ca dziecko. Bardzo chciałbym się tym zaj±ć ale moja kochana mi broni. Proponuję rozwi±zanie je¶li już moja żona iw i jej m±ż wie o wszystkim by ujawnić t± sytuację, zmierzyć się z trudn± rzeczywisto¶ci± i opini± innych, proponuję bym był oficjalnym ojcem dla dziecka z poza moje małżeństwa zaopiekuję się tym dzieckiem bo nie jest mi obojętne my¶lę o nim tak samo jak o niej, ale zostanę z żon± i moimi dziećmi które s± dla mnie równie ważne. Moja żona nie zasłużyła na takiego zbója, jak ja, jest dobroduszn± uczciw± kobiet± i bardzo mnie kocha, wiem że bardzo j± skrzywdziłem. Swoje uczucia schowam w kieszeń, stawiam dobro dzieci na 1 miejscu. Je¶li moja ukochana ułoży sobie życie nie będę w to ingerował, też j± skrzywdziłem kiedy okazało się że jest w ci±ży planowali¶my wspóln± przyszło¶ć ale wycofałem się tych planów, stchurzyłem. Moja propozycja nie znalazła akceptacji ze strony kochanki, moja żona której nie jest obojętna obca krzywda stwierdziła że moje dziecko nie jest winne temu wszystkiemu i powinno znać ojca który prawdziwie będzie kochał i troszczył się, żona zaskoczyła mnie swoj± postaw±, jest bardzo silna i liczy się z konsekwencjami. nie wiem co dalej będzie, życie pisze scenariusze na które nie mam wpływu. Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze. Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny. Brak ocen. Logowanie Nie jeste¶ jeszcze naszym Użytkownikiem?Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować. Zapomniane hasło?Wy¶lemy nowe, kliknij TUTAJ. Copyright © 2007-2021 39322 Unikalnych wizyt Powered by PHP-Fusion© 2003-2017 Portal zgadza się na powielanie tre¶ci w innych serwisach, pod warunkiem umieszczenia pod każdym skopiowanym tekstem następuj±cej informacji wraz z linkiem : Tekst pochodzi z portalu
fot. Adobe Stock, LIGHTFIELD STUDIOS W moim rozwodzie nie było nic dobrego, żadnego poczucia ulgi, wolności, nic z tych rzeczy. Tylko gorycz, porażka i żal. Tym większy, że rozwód nastąpił z mojej winy, więc pretensje mogłam mieć wyłącznie do siebie. Decydując się na romans z Mariuszem, byłam już kobietą po trzydziestce, żadną młódką, do tego w pełni trzeźwą i teoretycznie świadomą tego, co robię, choć praktycznie chyba musiałam oszaleć. Z Adamem znaliśmy się od przedszkola. We dwoje pokonywaliśmy kolejne szczeble edukacji, dorastania, przyjaźni, miłości. Na nasz ślub przyszło pół miasteczka. Czego oczekiwałam wtedy od małżeństwa i Adama? Nie zastanawiałam się nad tym. Wystarczyło mi, że możemy zamieszkać razem i kochać się bez przeszkód. Ponieważ znaliśmy się od dziecka, wiedzieliśmy, czego się po sobie spodziewać. Przewidywaliśmy swoje reakcje, uczucia, niemal czytaliśmy sobie w myślach. Przynajmniej do tamtego feralnego dnia, kiedy przyłapał mnie z kochankiem… Nie wiem, co mnie opętało. Niczego mi w życiu ani małżeństwie nie brakowało. Miałam wspaniałe dzieci, dobrą pracę, oddanego męża. Jednak gdy zobaczyłam Mariusza, moje stateczne serce zatrzepotało. Jak u smarkuli. Zauroczyły mnie jego ciemne oczy, wysportowana sylwetka, delikatny zarost wokół pełnych warg, smukłe palce. Jakby to było, gdyby mnie pocałował, dotknął, pieścił… Kompletnie mi odbiło. Do tego stopnia, że mój pracowniczy komputer nagle zaczął odmawiać posłuszeństwa. A ja dzwoniłam i prosiłam: – Panie Mariuszu, czy mógłby pan zerknąć? Bo znowu coś się popsuło chyba… Zgadzał się ochoczo. Dygotałam wewnętrznie jak gówniara, kiedy stawał obok biurka, pochylał się nad komputerem i sprawdzał, co się stało. Wiem, że należało skończyć z tą fascynacją, zanim przekroczy granicę bezpieczeństwa, ale Mariusz był tak inny od mojego męża, tak kuszący! Może zwyczajnie byłam ciekawa odmiany, bo ani ja, ani Adam nie mieliśmy innych partnerów przed ślubem. Ba, nie umawialiśmy się nawet na randki z kimś innym. Kiedy pewnego dnia Mariusz zaprosił mnie na kawę, nie odmówiłam. Byłam zbyt podekscytowana, rozsądek wyparował. Najpierw kawa, potem spacer i kolacja… A potem wyjechaliśmy na weekend w góry. Męża okłamałam, że mam szkolenie. Nawet do głowy mu nie przyszło, że mogłabym go oszukać. Obiecał zająć się dziećmi, dziesięcioletnią Julką i ośmioletnim Piotrusiem. Od tamtego wyjazdu zaczął się mój romans z Mariuszem. Miałam wyrzuty sumienia, ale tłumiło je poczucie szczęścia. Chodziłam jak pijana, z głową w chmurach, rozkojarzona, rozmarzona. I Adam zaczynał to zauważać. Może i lepiej? Z jednej strony nie chciałam go ranić, bo czułam, że zawsze będzie mi bliski, ale z drugiej… No cóż, coraz częściej zastanawiałam się nad rozwodem. Tamtego dnia umówiłam się z Mariuszem w centrum handlowym w sąsiednim mieście. Mieliśmy coś zjeść, potem pojechać do niego. – To ja wezmę dzieci na zakupy – zaproponował Adam, gdy wyjaśniłam mu, że muszę pilnie wyjść do koleżanki, która zachorowała. – Julka potrzebuje kurtki, a Piotruś butów. – Weź, weź – mruknęłam nieuważnie. – Wrócę wieczorem. Do galerii przyjechałam z rumieńcami na twarzy i na miękkich nogach. Mariusz pocałował mnie na powitanie w rękę. – Nie mogłem się już doczekać. Nie wiem, czy bardziej jestem głodny na jedzenie, czy na ciebie – wyszeptał, patrząc mi w oczy. – Więc musimy jak najszybciej to sprawdzić… – odszeptałam. Zamówiliśmy coś w knajpce w pasażu. Kazał mi się spakować, no to się spakowałam Byliśmy w połowie posiłku, kiedy nagle usłyszałam głos Julki: – Mama! Tam jest mama! Przestraszyłam się. Zerwałam się z krzesła, ale było już za późno. Mariusz wyglądał na zmieszanego. Adam patrzył na mnie z niemym pytaniem w spojrzeniu, Julka ściskała mnie za rękę. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Mogłam skłamać, zasłonić się półprawdą, mogłam wymyślić cokolwiek, żeby uratować sytuację, ale… milczałam. – Zobaczymy się w domu – przerwał ciszę mój mąż. – Musimy jeszcze kupić buty dla Piotrusia. Chodźcie, dzieci. Moja rodzina odeszła, a Mariusz zmierzył mnie pełnym wyrzutu spojrzeniem. – Tak, to były moje dzieci i mój mąż – potwierdziłam oczywiste. – I mówisz to tak spokojnie? Nie wiedziałaś, że będą w tej galerii? Gdzie ty masz rozum? A jeśli twój mąż się czegoś domyślił? – Przecież się kochamy, prawda? Wcześniej czy później i tak się dowie. – Niekoniecznie. Kochamy się, ale musimy zachować nasze spotkania w tajemnicy. Plotki by nas zniszczyły. Bądź rozsądna. – Dobrze już, dobrze – zgodziłam się, myśląc o czymś zupełnie przeciwnym. Nim wróciłam do domu, podjęłam decyzję. Nie chciałam dłużej kłamać, Adam na to nie zasługiwał. Dlatego kiedy dzieci zasnęły, wyznałam mu całą prawdę o Mariuszu. Adam był w szoku. – Spotykasz się z nim? Sypiasz? Kochasz go? Chcesz odejść? – powtarzał z niedowierzaniem. – Naprawdę go kochasz? Jesteś pewna? Może to minie, może to jakieś… nie wiem… fatalne zauroczenie? – Nie minie – pokręciłam głową. – On jest…on jest… – szukałam słowa – niesamowity. Adam drgnął, jakbym go uderzyła. – Na tyle niesamowity, by zniszczyć dla niego naszą rodzinę? – spytał wstrząśnięty. – To, że mnie zdradzałaś i okłamywałaś, że robiłaś ze mnie idiotę, to jedno, ale… ale to, że chcesz dla niego, że chcesz z jego powodu… – zamilkł, opuścił głowę. Było mi go żal, potwornie, jednak w tamtej chwili Mariusz był ważniejszy. Kiedy mój mąż znowu na mnie spojrzał, zrobiło mi się zimno. Miał w oczach ból, ale też jakąś nieznaną mi wcześniej bezwzględność. – Chcę rozwodu – oświadczył. – Dzieci zostaną ze mną, poradzimy sobie. Alimentów od ciebie nie potrzebuję. – Co? – zamrugałam powiekami. Zamierzałam się wyprowadzić do Mariusza, ale z dziećmi. Nie planowałam ich zostawiać i jakoś nie brałam pod uwagę zdania Adama. Naprawdę przestałam myśleć głową. – To, co powiedziałem. Nie chcę mieć już z tobą nic wspólnego. Wierzyłem ci jak sobie samemu. Myślałem, że cię znam jak nikogo innego. Kochałem cię, od kiedy pamiętam. A ty… a ty wszystko zniszczyłaś. Nienawidzę cię. Po prostu cię nienawidzę. Idź, wynoś się! I nie waż się wracać. Ale co ty mówisz? Twoja narzeczona przyjeżdża?! Wtedy nie zastanawiałam się nad jego słowami. Liczyło się tylko to, że mogłam się spakować i pojechać do Mariusza. Dzieci? Boże, ja nie myślałam nawet o nich! Byłam jak w amoku. Upadek z chmur na ziemię nastąpił jeszcze tego samego wieczoru. Mariusz niechętnie mnie przyjął. I tylko na kilka dni. – Będziesz musiała do piątku poszukać sobie jakiegoś innego lokum – uprzedził, gdy zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy. – Dlaczego? Nie mogę tu zostać? – W sobotę przyjeżdża moja narzeczona. – Na… narzeczona? – wyjąkałam. – Tak, za miesiąc bierzemy ślub. – Co? Co… co ty mówisz? Serce nagle zaciążyło mi w piersi, a jakaś niewidzialna obręcz ścisnęła gardło. Z trudem wydukałam: – A ja... co ze mną? Już mnie kochasz? Wzruszył ramionami – Proszę cię, nie dramatyzuj. Jesteś dorosła, i to dłużej ode mnie. Niczego ci nie obiecywałem, do niczego nie namawiałem. Zresztą, jak bym mógł? Masz dzieci, męża, rodzinę… – Nie mam! Odeszłam od nich! – Rany, a kto ci kazał?! – wycedził ze złością. – Dobra, najlepiej będzie, jeśli rozstaniemy się już teraz. Nie przeciągajmy tego. Skończmy, zanim zrobi się krępująco. W jednej chwili zawalił mi się cały świat. Byłam jak przerażone, zranione zwierzę. I właśnie tak zareagowałam. Uciec, schronić się w jamie, zaszyć w bezpiecznym miejscu – a gdzie może być bezpieczniej niż w domu? Chciałam wrócić, prosić o wybaczenie, choćby na kolanach, ale Adam nawet nie otworzył mi drzwi. Własnych kluczy nie miałam, bo pakując się w pośpiechu, zostawiłam je w przedpokoju. Dostałam tylko esemesa: „Obyś była z nim nieszczęśliwa”. Otrzeźwienie przyszło za późno. Próbowałam się kontaktować z Adamem, wystawałam pod domem, pukałam, dzwoniłam, błagałam, płakałam, wyzbyłam się dumy, lecz mnie ignorował. Julka i Piotruś też. Ale pewnie ich wywiózł do swoich rodziców albo brata. Może po to, by oszczędzić im widoku upokorzonej matki, a może nie chciał, bym poprzez dzieci próbowała na niego wpływać. Rodzice przyjęli mnie pod swój dach, więc przynajmniej miałam gdzie spać. Musiałam im wszystko wyznać i ciężko to znieśli. Zawiodłam bliskich, nie miałam prawa liczyć na ich zrozumienie, zwłaszcza że sama siebie nie potrafiłam zrozumieć. W pracy było jeszcze gorzej. Mariusz mnie unikał, koleżanki szeptały za plecami, a kiedy dowiedziano się o ślubie mojego kochanka, myślałam, że ze wstydu zapadnę się pod ziemię. Nie umiałam skupić się na swoich obowiązkach, czując na sobie potępiające spojrzenia współpracowników. Firmowa plotka głosiła, że próbowałam uwieść nowego informatyka, młodszego, zaręczonego mężczyznę… Niewiniątko normalnie, chłopiec opierający się rękami i nogami. W mieście też wrzało od coraz bardziej sensacyjnych i przykrych dla mnie domysłów. Musiałam to jednak wytrzymać, bo gdzie miałam szukać innej pracy i mieszkania? Schudłam, zbrzydłam, ale żyłam Po kilku miesiącach dostałam wezwanie na rozprawę. Jedną, potem drugą. W sądzie Adam patrzył na mnie z tą samą, znaną mi już, przerażającą bezwzględnością. Moja wina była ewidentna, nie miałam nic na swoją obronę, a on nie zamierzał mi niczego ułatwiać. Tak jak zapowiedział, rozwiedliśmy się, i to Adamowi została przyznana opieka; mnie wyznaczono dni spotkań z dziećmi. A raczej widzeń, bo odnosiłam wrażenie, że wcale się do mnie nie garną, że nawet niespecjalnie za mną tęsknią. Może ich żal był wciąż zbyt duży? Może też czuły się zdradzone, oszukane, porzucone? Tylko czy dzieci myślą w taki sposób? Dzieci po prostu tęsknią, chcą do mamy… Może Adam nastawiał je przeciw mnie… Nie pozwalał im zapomnieć, że rozpad naszej rodziny to wyłącznie moja wina, że jestem złem wcielonym. Nie wiem… Dawny Adam nigdy by czegoś takiego nie zrobił, ale ten obecny, zawzięty, zimny, zraniony zbyt mocno, mógł być do tego zdolny. Nie sądziłam, że od miłości do nienawiści naprawdę jest aż tak mały krok. Nie planował niczego naprawiać, nie zamierzał odnawiać naszych relacji, nie chciał nawet usiąść ze mną przy jednym stole i porozmawiać. O czym? O tym, że choć go skrzywdziłam, to przecież gorzko tego żałowałam. Choć się rozwiedliśmy, nadal łączyły nas dzieci i moglibyśmy pozostać przyjaciółmi, a przynajmniej nie być wrogami. Ale nie chciał się spotkać, nawet rozmowy telefoniczne ograniczał do minimum. – Nie potrafię ci wybaczyć, Aneta. Jeśli koniecznie musisz do mnie dzwonić, rób to tylko w sprawach związanych z dziećmi. Nic innego mnie nie interesuje. W moim domu rodzinnym też panowała nie najlepsza atmosfera. Rodzice nie umieli pogodzić się z tym, co zrobiłam. – Jak mogłaś rozbić własną rodzinę! Nie tak cię wychowaliśmy! – mimo upływu czasu ojciec coraz częściej wypominał mi zdradę. Miałam wrażenie, że zewsząd otaczają mnie wrogowie. W pracy, w domu, na ulicy; doszło do tego, że wstydziłam się wychodzić do sklepu po zakupy. Spotkania z synem i córką, zamiast ładować akumulatory, tylko pogłębiały mój depresyjny nastrój – dzieci nie uśmiechały się, nie przytulały i nie zwierzały tak jak kiedyś. Wyrosła między nami ściana, a ja czułam się tak, jakby widywały się ze mną z musu, bo tata i pani sędzia kazali. Kiedy pewnego dnia zobaczyłam na wyświetlaczu imię Adama, serce zabiło mi żywiej. Odebrałam prędko, z nadzieją… sama nie wiem na co. – Chcę, żebyś wyraziła zgodę na wyjazd dzieci do Niemiec – usłyszałam jego suchy ton. – Już z nimi rozmawiałem, chcą ze mną jechać. Zamarłam. – Na jak długo? – wydukałam z trudem. – Na razie na dwa lata – odparł. – Potem mogę przedłużyć kontrakt. Nie miałam innego wyjścia, tym bardziej że dzieci naprawdę cieszyły się na ten wyjazd. Spotkałam się z nimi przed biurem notariusza. – Wreszcie w szkole dzieciaki przestaną się ze mnie śmiać – wyznała Julka. – Dlaczego się śmiały? – zdziwiłam się. – Córka jednej z twoich koleżanek chodzi do klasy z Julką – przypomniał mi Adam. Moja córka posmutniała. – Mówi, że jesteś dziwką i że… – Jula! – Adam zmierzył córkę ostrzegawczym spojrzeniem. – Prosiłem, żebyś nie powtarzała jak papuga tego, co usłyszysz. Zrobiło mi się potwornie przykro. Krzywdom z powodu mojego romansu nie było końca. Nawet moje dzieci cierpiały przez plotki i wyzwiska. – Dlatego przyjąłem propozycję kontraktu – oświecił mnie Adam. Marzenie o odzyskaniu rodziny właśnie pofrunęło z wiatrem. Wyjechali, ja zostałam sama. I chociaż myślałam, że to już niemożliwe, cierpiałam jeszcze bardziej. W ciągu następnych lat pojawiły się inne skandale, więc plotki na mój temat umarły śmiercią naturalną. Mariusz z żoną przeprowadzili się do innego miasta; podobno ona dostała tam lepszą pracę. Zresztą z kochankiem nie miałam żadnego kontaktu, chociaż nieraz korciło mnie, by do niego zadzwonić. Sama nie wiem po co. Może, żeby mu o sobie przypomnieć. Żeby mu choć na chwilę zakłócić dobre samopoczucie… Adam nie odzywał się wcale. Dzieci – sporadycznie Od nich wiedziałam, że mają duże mieszkanie, chodzą do fajnej szkoły, gorliwie uczą się języka. O ojcu nie opowiadały, a ja nie miałam odwagi pytać. Ani prawa, choć byłam ciekawa, czy kogoś sobie znalazł, czy jest szczęśliwy, tak jak ja nie potrafię. Rodzice z czasem mi wybaczyli, że rozbiłam rodzinę, a przynajmniej przestali o tym gadać. Moja największa kara? Przez te wszystkie lata tęskniłam za dziećmi i za Adamem. Za moim przyjacielem od przedszkola, za moją pierwszą miłością, za moim mężem, partnerem, ojcem Julki i Piotrusia. Próbowałam spotykać się z innymi mężczyznami, jednak z żadnym z nich nie umiałam ułożyć sobie życia. Byłam jak złamane drzewo. Jakoś trwałam, i to wszystko. Po dziesięciu latach od wyjazdu do Niemiec Julka pochwaliła się przez Skype'a, że przyjeżdża do Polski z kolegą, któremu chce pokazać Kraków. Potem wygadała się, że razem z nimi przyjadą też Adam i Piotrek. Mieli zatrzymać się w Krakowie na tydzień. W pierwszym odruchu chciałam zadzwonić do Adama i poprosić o spotkanie. Do Krakowa miałam raptem godzinę drogi. Ale jak to sobie przemyślałam, uznałam, że tylko niepotrzebnie zafunduję sobie emocjonalny rollercoaster. Gdyby chciał ze mną porozmawiać, gdyby chciał się pogodzić, zrobiłby to już dawno. Tamtego popołudnia wróciłam z pracy i zamierzałam zamknąć się w swoim pokoju, tak samo, jak robiłam to od lat. Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, nawet się nie ruszyłam; wiedziałam, że otworzy mama. – Aneta! Chodź tutaj! – usłyszałam jej dziwnie napięty głos. W przedpokoju zobaczyłam Adama. Postarzał się, posiwiał, przytył, ale to naprawdę był on. Mój Adam. Mój mąż. Moje stracone szczęście. Nie umiałam inaczej o nim myśleć. Tamten fatalny w skutkach romans nie zmienił tego, że go kochałam. Patrzył na mnie z jakimś smutkiem. Już nie z gniewem, nie z bezwzględnością, raczej tęsknie. Bałam się mieć nadzieję. Nie wiedziałam, co zrobić, jak się zachować, jakich słów użyć. Serce waliło mi jak szalone. – Przejdziemy się? – zaproponował. – Tak. To była nasza pierwsza prawdziwa rozmowa od rozstania. Adam powiedział, że kompletnie nie umiał sobie poradzić z moją zdradą, z tym, co mówili ludzie w miasteczku, z cierpieniem dzieci. Mówił, że był zdruzgotany i nie potrafił się pozbierać. Jedyne, co mu pomagało, a przynajmniej tak mu się wydało, to nienawiść do mnie i karanie mnie za to, co zrobiłam. Po wyjeździe nadal czuł się zraniony, wciąż przeżywał moje kłamstwa i przeze mnie nie umiał zaufać żadnej kobiecie. W efekcie, nie mogąc mi wybaczyć, ukarał także siebie, i dzieci w jakimś stopniu również. On żył bez żony, nasze dzieci bez matki. – Zanim zrozumiałem, że jestem częściowo odpowiedzialny za rozpad naszej rodziny, nim dotarło do mnie, że wolę być nieszczęśliwy z tobą niż nieszczęśliwy bez ciebie… minęło tyle lat. Chciałem zadzwonić, spotkać się, dzieci mnie namawiały, ale bałem się, że jest już dla nas za późno. Szkoda. Teraz dopiero potrafię zrozumieć, jak bardzo ty żałowałaś, jak bardzo chciałaś cofnąć czas. I boję się, że teraz nie będziesz umiała mi wybaczyć. Ale nie chcę już więcej niczego żałować… – zawahał się, złapał moją rękę, spojrzał mi w oczy. – Dlatego, jeśli możesz, jeśli chcesz, wróć do nas, spróbujmy jeszcze raz. Nie tutaj – zastrzegł – w Niemczech. Mam tam stałą pracę, dzieci mają szkoły, przyjaciół, tam jest nasze życie, nie zamierzamy wracać do Polski. Możesz pojechać z nami? Chcesz? Tego dnia dostałam od losu drugą szansę I skorzystałam z niej. Boję się, pewnie, że się boję. Zmieniliśmy się. Nosimy w sobie blizny. Czy będziemy umieli pokochać się na nowo, takich, jakimi jesteśmy teraz? Czy odnajdziemy to, co nas kiedyś łączyło? Czy przeszłość naprawdę nie zaważy więcej na teraźniejszości? Czy w trudnych chwilach nie będziemy wypominać sobie doznanych krzywd? Czy patrząc na dzieci, nie będę żałować tych wszystkich lat, straconych z dala od nich? Nie wiem… Ale Adam ma rację, ja też wolę być nieszczęśliwa z nim, niż nieszczęśliwa bez niego. Czytaj także:„Mąż poślubił mnie, żeby odgryźć się na byłej żonie. Żyłam w jej cieniu, skazana na pogardę całej rodziny”„Tak, zdradziłem żonę. Ale jak miałem nie szukać uciech, skoro codziennie od progu witała mnie naburmuszona księżniczka?”„Kochanka syna ukradła chłopaka mojej wnuczce. Od początku wiedziałam, że jest z Romkiem tylko dla pieniędzy”
zdradziłem żonę z kolegą